PODSUMOWANIE PO PÓŁ ROKU PROGRAMU
Cześć! Na samym początku muszę powiedzieć, że zdaję sobie sprawę, że kompletnie zaniedbałam tego bloga, a właściwie praktycznie nic na nim nie umieściłam. Po prostu zdecydowałam, że łatwiej jest mi dzielić się wszystkim na YouTube, ponieważ łatwiej jest kogoś słuchać i jest to po prostu ciekawsze. Niemniej jednak postanowiłam tutaj umieścić małe podsumowanie tego, co dotychczas się działo. Postanowiłam podzielić to na każdy miesiąc i po trochu opowiem Wam co się wtedy działo, co robiłam itd. Jeżeli ten post Ci się spodoba, to koniecznie zostaw komentarz, a jeżeli masz ochotę posłuchać kilku moich historii z programu, to zapraszam na kanał - KLIKNIJ ABY PRZEJŚĆ NA MÓJ KANAŁ
W lutym wróciłam do ciemnych włosów. I czuję się z tym świetnie. W końcu wyglądam jak ja.
WRZESIEŃ 2017
Ten miesiąc był bardzo szalony. Miałam bardzo dużo rzeczy do załatwienia, a czas leciał. Poza tym, że walczyłam z biurem Erasmus, bym mogła w końcu podpisać umowę wyjazdową to cały czas pracowałam. Właściwie odliczałam dni do momentu kiedy będę mogła w końcu zacząć się pakować, bo nawet mając bilet lotniczy w ręce nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się na prawdę. Dopiero kiedy zobaczyłam w moim pokoju te wszystkie torby i kiedy w moich szafach nie było już moich ubrań - zdałam sobie sprawę, że to właśnie się dzieje. Wyprowadzam się.
Kiedy już nadszedł ten dzień, dopiero dotarło do mnie jak bardzo się tego boję. Wcześniej jedynym o czym myślałam było to, że będę podróżować, korzystać z życia i robić wszystko to, czego do tej pory nie mogłam. Kiedy w dniu wylotu jadłam z rodzicami ten ostatni obiad przed wylotem, poczułam ogromny strach. Nawet nie wiem jak to opisać. Ręce trzęsły mi się ze strachu.
Lot minął fatalnie. Bardzo piszczało mi w uszach, ogromnie bolała mnie głowa i wtedy uznałam, że nienawidzę latać. Kiedy tylko wylądowaliśmy dziękowałam Bogu, że to się już skończyło i najszybciej jak się dało opuściłam samolot. Gdy odebrałam moje bagaże, czekał na mnie chłopak ze staffu ESN'u (organizacji zajmującej się Erasmusami). Podałam mu adres mojego mieszkania i pojechaliśmy. Droga bardzo mi się dłużyła. Chłopak nie był zbyt rozmowny, więc za dużo nie mówiłam. Po około trzydziestu minutach byliśmy już na miejscu. Ku mojemu zaskoczeniu chłopak wystawił moje walizki przed drzwi mieszkania, pożegnał się i po prostu odjechał. Pomyślałam wtedy, że to właśnie w tym miejscu zaczyna się moja samodzielność. I właśnie wtedy pojawiły się pierwsze trudności. Kiedy zadzwoniłam na domofon - nikt nie odpowiadał. Zapomniałam jeszcze dodać, że była to dosyć późna pora, bo było już po 22. Po kilku próbach dzwonienia na domofon, w końcu ktoś otworzył. I wtedy pojawił się kolejny problem. Nie miałam zielonego pojęcia, na którym piętrze jest moje mieszkanie. Wiedziałam, jak wyglądają nasze drzwi, bo widziałam je na zdjęciu, więc jedyną opcją, by trafić na odpowiednie piętro była jazda windą na każde piętro po kolei, by znaleźć drzwi ze zdjęcia. Wyobraźcie sobie jaka była mina sąsiadów, których spotkałam na klatce jeżdżąc po wszystkich piętrach. Trzecie piętro okazało się być tym właściwym. Kiedy wytargałam wszystkie moje bagaże z windy, zapukałam do drzwi. Kiedy nikt nie otworzył zadzwoniłam dzwonkiem i jak pewnie się domyślacie, bez żadnego efektu. Przez kilka minut pukałam i dzwoniłam licząc na to, że ktoś jest w środku i w końcu mi otworzy. Na szczęście jedna ze współlokatorek była w domu i wpuściła mnie do środka. Jak tylko weszłam do środka - oniemiałam. Mieszkanie od początku zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Oczywiście wyglądało znacznie lepiej niż na zdjęciach. Od razu chciałam zobaczyć mój nowy pokój. Był urządzony w dokładnie taki sposób, jak chciałam. Mimo to, nie czułam się jeszcze jak u siebie. Właściwie mogę Wam zdradzić, że nigdy się tak tam nie poczułam.
PAŹDZIERNIK 2017
W październiku zaczęły się studia. I zaczęła się biurokracja. Musiałyśmy wybrać przedmioty, co wbrew pozorom nie było takie łatwe. Załatwianie wszystkiego zajęło nam prawie cały miesiąc.
Pod koniec października, kiedy już wszystko było załatwione i nie musiałyśmy się już dłużej o nic martwić, wybrałyśmy się na trzydniowego tripa do Florencji, Pizy, Sieny i San Gimignano. Wtedy dopiero poczułyśmy prawdziwy smak Erasmusa.
Poza tym tripem byłyśmy także w Materze i Polignano a Mare.
Poza tym tripem byłyśmy także w Materze i Polignano a Mare.
LISTOPAD 2017
W listopadzie pojechałyśmy do Alberobello. Przyjechała do mnie także koleżanka. Wspólnie po raz drugi odwiedziłyśmy Polignano a Mare.
GRUDZIEŃ 2017
Grudzień był kolejnym szalonym miesiącem. Skończyłam 20 lat i pierwszy raz od 3 miesięcy poleciałam do domu. I o dziwo, zmieniłam zdanie, co do latania samolotami. Wtedy zdałam sobie sprawę, że kocham to robić. Po świętach spędzonych w domu wróciłam dzień przed Sylwestrem, by móc go spędzić z koleżankami. Zabrałam z Polski jedną z koleżanek i w dobrym towarzystwie przywitałam Nowy Rok.STYCZEŃ 2018
Nie będzie to już niczym dziwnym, jeśli napiszę, że styczeń był kolejnym szalonym miesiącem. Pierwszy tydzień stycznia spędziłam z koleżanką, która przyleciała do mnie w odwiedziny. Oczywiście pojechałyśmy do Polignano a Mare, bo to już tradycja, że zabieramy tam wszystkich, którzy nas odwiedzają. Dwa tygodnie później przyleciała do mnie mama i siostra. Poleciałyśmy wtedy do Rzymu. Kiedy wróciłyśmy oczywiście nie mogłyśmy pominąć Polignano a Mare. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim rozpoczęłyśmy załatwianie dokumentów do przedłużenia programu oraz rozglądanie za nowym mieszkaniem.
LUTY 2018
Luty był bardzo stresującym miesiącem. Ciągle bezskutecznie szukałyśmy mieszkania. Do tego w związku z przedłużeniem programu musiałyśmy lecieć do Polski, by dopełnić wszystkie związane z tym formalności. Pod koniec lutego wróciłyśmy do Bari. Został nam zaledwie tydzień na załatwienie mieszkania. Myślałyśmy, że już się nie uda. Myliłyśmy się! Ostatniego dnia lutego zmieniłyśmy mieszkanie.
Jednak nie byłybyśmy sobą gdybyśmy gdzieś nie pojechały. W lutym odwiedziłyśmy Molfettę i po raz drugi Alberobello.
A tak spędziłyśmy walentynki!
MARZEC 2018
Aktualnie mieszkamy już w nowym miejscu, w samym centrum Bari. Przez większość miesiąca urządzałyśmy nasze pokoje i w końcu mogę powiedzieć, że czuję się jak u siebie. Żal będzie stąd wyjeżdżać.
Właśnie tak wyglądało ostatnie pół roku mojego życia. Mogę to podsumować jednym słowem - SZALEŃSTWO. W całym moim życiu nie wydarzyło się tak wiele jak przez ostatnie pół roku. W najbliższym czasie znowu szykują się nam wyjazdy, więc na pewno pojawi się z tego relacja na YouTube lub tutaj. Jeżeli dotarliście do tego miejsca to bardzo dziękuję za uwagę i zainteresowanie moim blogiem. By być na bieżąco zapraszam na moją stronę na Facebooku - KLIKNIJ BY PRZEJŚĆ NA STRONĘ. Zachęcam także do subskrybcji mojego kanału na YouTube jeżeli jesteście zainteresowani. Na dzisiaj to tyle. Trzymajcie się, cześć!










